Policjant na ławie oskarżonych

Policjant na ławie oskarżonych

(mb)

Tygodnik Ostrołęcki

Aktualizacja:

Tygodnik Ostrołęcki

Sąd wciąż zbiera dowody mające przesądzić, czy komendant policji z Sypniewa pobił zatrzymanego
W Sądzie Rejonowym w Ostrołęce 25 marca kontynuowany był proces Pawła Ł., policjanta z komendy w Makowie, byłego szefa gminnej policji z Sypniewa. Prokurator oskarżył go o przekroczenie swoich uprawnień, które polegało na tym, że 12 września 2000 roku na komisariacie w Sypniewie, jako komendant tego komisariatu, bił on rękami i kolbą pistoletu Zbigniewa Z., czym spowodował ranę tłuczoną głowy o długości 4 cm.
Podczas ostatniej rozprawy sąd przesłuchał większość świadków. Przede wszystkim tych, którzy w dniu zajścia pracowali ze Zbigniewem Z. na tym samym polu w Chełchach. Ci świadkowie zeznawali bardzo lakonicznie, albo niejasno. Nie widzieli nic złego w tym, że policjanci zabrali z Zbigniewa Z. z pola, a potem przywieźli go z raną na głowie. Podkreślali raczej, że Zbigniew Z. był pod wpływem alkoholu i że nie warto w ogóle z nim rozmawiać, bo znany jest w całej okolicy ze swojej niepohamowanej agresji. Z reguły nie pamiętali też, co mówił Zbigniew Z. po przywiezieniu go przez policję, mimo że jeden z policjantów słyszał i zeznał, że Zbigniew Z. krzyczał, iż pobili go policjanci.
Zeznająca później żona oskarżonego Pawła Ł. wyjaśniła, że tego dnia Zbigniew Z. pracował na polu rolnika, którego rodzina jest spokrewniona z jej mężem, co rzuca pewne światło na zeznania niektórych świadków. To właśnie na wezwanie żony komendant wtedy interweniował. Marzena Ł. chodziła po lesie z 13-letnim synem i napotkała Zbigniewa Z., którego nie znała. On ją znał, bo powiedział, że na jej męża jest już wydany wyrok. Jej kazał się wynosić z lasu. Pierwsze, co zrobiła po powrocie do domu, to zatelefonowała do męża, który był na komisariacie. Mąż podjął od razu interwencję, czyli pojechał na pole i zabrał siedzącego tam Zbigniewa Z. na komisariat.
Drugi z policjantów, który brał udział w tej interwencji, zeznał, że rana na głowie Zbigniewa Z. musiała powstać od jego upadku na krawężnik - obok komisariatu, podczas wysiadania z policyjnego poloneza. Nie widział jednak ani nie słyszał odgłosu upadku, mimo że był bardzo blisko w tym czasie - po drugiej stronie wysiadał z auta. Twierdził jednak, że na komisariat Zbigniew Z. wszedł już z rozbitą głową. Na pytanie sądu, czy na komisariacie używana była wobec Zbigniewa Z. siła fizyczna, odpowiedział:
- Ja nie używałem, a Paweł Ł. w mojej obecności też nie używał.
Na krótką chwilę Paweł Ł. pozostał sam ze Zbigniewem Z., drugi z policjantów wyszedł wtedy do samochodu po opatrunek, którym zakleił potem ranę na czole poszkodowanego.
Zbigniew Z. złożył skargę na postępowanie Pawła Ł. dopiero w kilka tygodni po zdarzeniu. Wpierw zainteresował swoją przygodą prasę warszawską i makowską. W aktach sprawy są dwa zdjęcia wykonane w kilka dni po zajściu przez reportera periodyku ukazującego się w Makowie. Na jednym jest duże zbliżenie rany na czole.
Obrońca oskarżonego - opierając się na tym zdjęciu - zapowiedział wniesienie na piśmie wniosku o dopuszczenie opinii lekarzy z Akademii Medycznej w Warszawie. Jego zdaniem, rana na zdjęciu jest szersza niż wynika to z opinii biegłego lekarza z Ostrołęki oraz biegłego z AM w Białymstoku, co świadczyć może o tym, że powstać mogła od uderzenia o krawężnik. Zeznający na poprzedniej rozprawie biegły lekarz z Ostrołęki powiedział, że wygląd blizny świadczy o tym, iż rana nie mogła powstać od uderzenia w krawężnik, mogła natomiast być skutkiem uderzenia kolbą pistoletu.
Sąd odroczył rozprawę do 20 maja. Przesłuchani wówczas będą pozostali świadkowie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Specjalnie dla Was

Wideo