Geodezja z przeszkodami

Marta Nożyńska

Tygodnik Ostrołęcki

Aktualizacja:

Tygodnik Ostrołęcki

?Bardzo uprzejme są te panie, ale czy musi ich być tak dużo?" - tymi słowami poseł Zbigniew Chrzanowski publicznie zrecenzował pracę urzędniczek starostwa
Przy okazji uchwalania budżetu powiatu makowskiego na 2002 r. poseł Zbigniew Chrzanowski narzekał z mównicy, na biurokrację i przerost zatrudnienia, które jego zdaniem mają miejsce w powiatowej administracji.
Zbigniew Chrzanowski zastrzegł, że zabiera głos jako obywatel, mieszkaniec powiatu, a nie jako poseł. Opowiedział historię, która niedawno mu się przydarzyła, a która, w jego mniemaniu, mogłaby skłonić władze powiatu do zastanowienia się nad tym, na co wydawane są publiczne pieniądze.
- Trzy, cztery tygodnie temu korzystałem z usług Starostwa Powiatowego w Makowie - mówił Zbigniew Chrzanowski.
- Miałem do załatwienia sprawę w geodezji. Przyjechałem tutaj do starostwa (na ul. Rynek 1 - przyp. MN), wszedłem na pierwsze piętro i dowiedziałem się, że geodezja znajduje się w budynku po dawnym szpitalu.
Odległość między starostwem a starym szpitalem to około 10 minut piechotą, ale Zbigniew Chrzanowski poruszał się tego dnia samochodem.
- Pojechałem tam - kontynuował swą opowieść podczas sesji. - Wchodzę do budynku, do pierwszego pokoju, siedzą tam dwie panie. Powiedziałem, że potrzebny mi jest wypis z geodezji. Skierowały mnie do drugiego pokoju, gdzie też siedzą dwie panie. Jedna pyta: ?pan jest z Szelkowa?", na co ja odpowiedziałem, że z Makowa. Pani ta skierowała mnie więc do kolejnej pani, po czym ta dała mi kartkę, z którą poszedłem do kolejnego pomieszczenia, gdzie kartka ta została wprowadzona na komputer. Dowiedziałem się, że mam jechać do Banku Spółdzielczego zapłacić jedenaście złotych. Pojechałem do banku, stanąłem w kolejce, zapłaciłem, wróciłem do urzędu, do tej pani. Ona mi coś podstemplowała i odesłała do następnej pani, która wydała mi wypis. Trwało to godzinę. Bardzo uprzejme są te panie, ale czy musi ich być tak dużo? Podejrzewam, że te jedenaście złotych nie jest w stanie pokryć ich czterech, a czas, który straciłem, też jest trochę wart. Myślę, że jeśli rozmawiamy o administracji, o środkach budżetowych i o tym, że ich brakuje, warto by zastanowić się, na co je wydajemy. Bo jeżeli wydajemy je w taki sposób, to zawsze będzie ich brakowało - skonstatował Chrzanowski.
Starosta Kazimierz Białobrzeski zgodził się, że lokalizacja wydziału geodezji jest pewnym utrudnieniem dla interesantów.
- Dyskutowałbym jednak nad tym, czy struktura zatrudnienia w tym wydziale jest właściwa, ponieważ zajmuje się on nie tylko obsługą interesanta w biurze - oświadczył starosta. Dodał, że według niego liczba osób pracujących w geodezji jest taka, jak należy, na co poseł znów wstąpił na mównicę i podzielił się swoimi uwagami na temat całego starostwa w Makowie.
- Nie chodzi tylko o wydział geodezji. Ja załatwiam sprawy w starostwie, rozmawiam z ludźmi, którzy to robią, znam inne starostwa i porównuję, jakie zatrudnienie jest w tych lepiej funkcjonujących, gdzie zwalcza się bezrobocie, a jakie jest u nas.
Słowa posła starosta ocenił po sesji jako ?hasło pod publikę" związane ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi.
- Wynika z tego, że poseł wie lepiej niż starosta, ilu pracowników powinno być zatrudnionych w starostwie - powiedział Kazimierz Białobrzeski. - Jednak żeby wypowiadać się na ten temat, należałoby wiedzieć, jaka jest struktura zatrudnienia i jakie pracownicy mają zakresy obowiązków. Ja uważam, że starostwo w Makowie pracuje przy skąpej obsadzie kadrowej (zatrudnionych jest w nim 61 osób - przyp. MN). Przyjęliśmy jednak zasadę, że skoro brakuje pieniędzy, nie rozbudowujemy administracji - oświadczył starosta.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Specjalnie dla Was

Wideo