Azbest nasz powszedni

Azbest nasz powszedni

Jacek Pawłowski

Tygodnik Ostrołęcki

Aktualizacja:

Tygodnik Ostrołęcki

Barak na SIenkiewicza 32, cały pokryty płytami z eternitu, kilkadziesiąt płyt uszkodzonych. W budynku mieszczą się biura.

Barak na SIenkiewicza 32, cały pokryty płytami z eternitu, kilkadziesiąt płyt uszkodzonych. W budynku mieszczą się biura. ©A. Wołosz

Za zagrożenia rakotwórczym tworzywem wciąż mało kto zdaje sobie sprawę. W miastach i wsiach naszego regionu praktycznie na każdym kroku można spotkać rakotwórczy azbest. Tymczasem prawo regulujące unieszkodliwianie tego niebezpiecznego materiału pozostaje zupełnie martwe.
Barak na SIenkiewicza 32, cały pokryty płytami z eternitu, kilkadziesiąt płyt uszkodzonych. W budynku mieszczą się biura.

Barak na SIenkiewicza 32, cały pokryty płytami z eternitu, kilkadziesiąt płyt uszkodzonych. W budynku mieszczą się biura. ©A. Wołosz

Chryzotyl, serpentyn włóknisty, krokidolit, "tygrysie oczko" - naukowe i potoczne nazwy grupy włóknistych minerałów określanych wspólnym mianem azbest. Materiał budowlany, który uśmiercił już tysiące osób i nie wiadomo ile jeszcze przyprawi o nieuleczalne nowotwory płuc.
Kończy się powoli sezon remontowo- budowlany. Kolejne bloki z wielkiej płyty zostały ocieplone, w wielu mieszkaniach ludzie powymieniali okna, kolejne domy zyskały kolorowe dachówki zamiast siermiężnych eternitów. Co się stało z odpadami budowlanymi zawierającymi azbest? Nie wiadomo. Nikt tego nie pilnuje. Nikt nie jest w stanie dać na to pytanie odpowiedzi.

Spadek po PRL

W większości bloków z wielkiej płyty budowanych w Ostrołęce w latach 70 i 80 stosowano azbest. Ten rakotwórczy materiał stosowano na potęgę w peerelowskim budownictwie. Na Zachodzie zresztą też, tylko że tam wcześniej zaprzestano jego używania. Dwadzieścia kilka lat temu już było wiadomo, że azbest jest rakotwórczy. Tymczasem w krajach Europy środkowej i wschodniej azbest stosowano praktycznie do upadku komunizmu ? z prostej przyczyny. Związek Radziecki zmuszał swoich satelitów do importowania ogromnych ilości azbestu wydobywanego w kopalniach odkrywkowych na Uralu.
W PRL w oficjalnych statystykach nie było zgonów wywołanych wdychaniem azbestowego pyłu, a choroby zawodowe wśród pracowników zakładów stosujących azbest oficjalnie stanowiły margines.
W drugiej połowie 1999 roku ?USA Today? opublikował materiał o zagrożeniu azbestem w Polsce. Przywołane są tam badania doktora nauk medycznych Wiesława Renkego, dyrektora Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni, w 1976 roku wykazały, że w stoczniach Trójmiasta stężenie azbestu w powietrzu było kilkadziesiąt razy większe od już zawyżonej radzieckiej normy.  Pył azbestowy wdychali robotnicy którzy ocieplali rury owijając je azbestowymi płachtami i stolarze szlifujący płyty z azbestem. 60 procent z nich chorowało na przewlekłe choroby układu oddechowego (rak przychodzi po latach). Wyników tych badań nie pozwolono doktorowi Renkemu opublikować.
Ile w naszych blokach nadal jest rur owiniętych azbestem? Duże spółdzielnie mieszkaniowe deklarują, że już nie ma. Rafał Dymerski ze spółdzielni mieszkaniowej Centrum mówi, że azbestowe izolacje zostały zdjęte zanim jeszcze został prezesem. Co jednak się dzieje w małych spółdzielniach i spółdzielenkach, wspólnotach mieszkaniowych, które w latach 90. przejęły bloki od zakładów pracy? Odpowiedzi na to pytanie brak.
Azbest tkwi nadal praktycznie w każdym bloku z wielkiej płyty. Kolorowe ekrany między oknami, których tak dużo jest w Ostrołęce to nic innego jak płyty paździerzowe z dodatkiem azbestu pomalowane farbą olejną. Kilka bloków na osiedlu Jaracza ma szczyty ocieplone niczym innym tylko azbestem.

Azbest z okna

Tadeusz Szczapa sam mieszka w domu, w którego dachu jest azbest A. Wołosz

Część bloków na osiedlu Jaracza jest ocieplona m.in.azbestem. Ponieważ miejscowa żuleria ćwiczyła na warstwie ocieplającej siłę ciosów, Ostrołęcka Spółdzielnia Mieszkaniowa zabezpieczyła szczyty do pierwszego piętra blachą. Nie na wszystkie azbestowe ocieplenia starczyło blachy, np. w bloku na Modrzejewskiej 17 jedna z azbestowo-cementowych płyt jest rozbita.
(fot. A. Wołosz)

Azbest jest groźny, gdy się go poruszy. Wówczas rakotwócze mikroskopijne włókna wyfruwają w powietrze. Przy wymianie okien, którą masowo dokonują obecnie lokatorzy wielkiej płyty, istnieje duże ryzyko uszkodzenia międzyokiennych ekranów. W dodatku nie da się tego skontrolować.
- Tych lokatorów, którzy zgłoszą do nas fakt wymiany okien, możemy w jakimś stopniu kontrolować pod kątem zagrożenia azbestem - mówi Marian Grygianiec, prezes Ostrołęckiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Jednak choć lokatorzy mają obowiązek zgłaszania spółdzielni planowanej wymiany okien, w praktyce mało kto to robi.
Bloki w dużych spółdzielniach mieszkaniowych dwa razy w roku przechodzą przegląd techniczny - jesienno-zimowy i wiosenny. Jak zapewniają prezesi, wszelkie widoczne z zewnątrz uszkodzenia elementów zawierających azbest są natychmiast usuwane.
- Ale nie wejdę do mieszkań wszystkich lokatorów i nie sprawdzę wszystkich płyt, w dodatku dwa razy w roku - mówi Rafał Dymerski prezes Ostrołęckiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Centrum". - Jak lokator zgłosi jakieś uszkodzenie, to je szybko naprawimy, a jak nie zgłosi, to o nim nie wiemy i nie naprawimy.
Spółdzielnia Centrum ociepla obecnie część swoich bloków. Nie usuwa międzyokiennych ekranów, tylko je przykrywa warstwą ocieplającą. Prawo dopuszcza takie zabezpieczanie elementów azbestowych. Ale nakazuje również właścicielom i zarządcom budynków złożenie na piśmie oceny zagrożenia azbestem u powiatowych inspektorów nadzoru budowlanego. Mieli to zrobić do końca marca 1999 roku. Czy zrobili?
- Nie mam takiego obowiązku - twierdzi z przekonaniem prezes spółdzielni Centrum. - Zresztą żaden inspektor nadzoru po taką ocenę na piśmie się do mnie nie zgłaszał.
- Nie pamiętam czy składaliśmy takie dokumenty. To było trzy lata temu - zasłania się prezes OSM.
Czegóż zatem oczekiwać od właścicieli na przykład prywatnych domów pokrytych eternitem, skoro znający prawo prezesi spółdzielni nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie czy dopełnili swego obowiązku. Zresztą jak ustaliliśmy, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w piśmie z 6 września 2000 roku przypominał spółdzielni mieszkaniowej Centrum o obowiązku obserwowania azbestu w swoich budynkach.

Azbest z dachu


Hotel Relax nad Narwią ma na sobie 215 m kw. płyt azbestowo-cementowych (dane powiatowego inspektora nadzoru budowlanego).
(fot. A.Wołosz)

Ministerstwo Gospodarki szacuje, że w Polsce 1,5 mld metrów sześciennych dachów domów jednorodzinnych i budynków gospodarczych, głównie na wsiach, wciąż pokrytych jest eternitem (dane z 2000 roku). Tak jak w blokach z wielkiej płyty ludzie masowo wymieniają okna, tak na osiedlach domów jednorodzinnych dość powszechny widok to wymiana dachu z eternitu na dachówkę. Gdzie potem podziewa się zdjęty eternit?
- Ja wywiozłem na wieś - mówi właściciel jednego z domów jednorodzinnych w Ostrołęce. - Znajomi mi podpowiadali, żebym go sprzedał, ale postanowiłem oddać. Chłopi o mało się nie pobili o ten eternit. Teraz pewnie leży na dachu jakiejś stodoły. W sumie lepiej, żeby jeszcze komuś posłużył niż miałbym go utylizować. To podobno droga przez mękę.
Stadnina koni w Krasnem rok temu zdejmowała eternit z części budynków. Dyrektor stadniny Lech Kaczorowski zapamiętał przede wszystkim długotrwałą i skomplikowaną procedurę pozbywania się eternitowych płyt. Przasnyskie starostwo zanim przystąpiło do typowo budowlanych formalności, zażądało by stadnina uzyskała pozwolenie na wytwarzanie odpadów niebezpiecznych. Dyrektor musiał też znaleźć ekipę z uprawnieniami do zdejmowania materiałów zawierających azbest i firmę, która odbierze zdjęte eternitowe płyty. Najtańsza oferta ze Zgierza pod Łodzią przedstawiała cenę 1 zł za wywiezienie i utylizację kilograma eternitu.
- Kosztowało nas to kilkanaście tysięcy złotych i prawie cztery miesiące załatwiania wszystkich formalności - mówi dyrektor Kaczorowski. - We wszystkich urzędach, z którymi w związku z tym się kontaktowałem, łącznie z Agencją Własności Rolnej Skarbu Państwa, odniosłem wrażenie że utylizacja eternitu, to rzecz nowa, z którą urzędnicy stykają się pierwszy raz. Nie ukrywam, że i my trochę kluczyliśmy i być może kilka czynności wykonaliśmy niepotrzebnie, ale też po raz pierwszy chcieliśmy pozbyć się eternitu.
Jednak załatwianie formalności w urzędach to jeden problem, a poszukiwanie firm, które mogą zdejmować azbestowe materiały z budynków, transportować i utylizować, to drugi. O ile dyrektor stadniny mógł dać ogłoszenie do prasy, że poszukuje takich firm i zgłosiło się po kilku oferentów, o tyle rolnik, czy prywatny właściciel domu wydałby najpierw majątek na telefony, bo firm zajmujących się utylizacją azbestu jest w Polsce ledwie kilka. Sam zaś koszt legalnego pozbycia się azbestu przekracza możliwości przeciętnego obywatela.
Dlatego najczęstszą praktyką jest wywożenie starego eternitu do lasu, albo upychanie po trochu po publicznych śmietnikach. Są też "specjaliści", którzy tłuką płyty na drobne okruszki i wysypują na podwórza, na polne i wiejskie drogi w miejscach, gdzie tworzą się kałuże.
- Sam widziałem jak chłopi w mojej gminie zasypywali kałuże okruchami eternitu - mówi Lech Kaczorowski z Krasnego. - Nie wiem z czego to się bierze, chyba z nieświadomości, bo o taką lekkomyślność i lekceważenie zagrożenia nie mogę ludzi podejrzewać.
Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Ostrołęce Tadeusz Szczapa sam mieszka w domu krytym eternitem.
- Z wierzchu zabezpieczyłem dach specjalną farbą. Od spodu jest folia i warstwa izolacyjna - tłumaczy Szczapa co zrobił ze swoim eternitem. - Myślę, że samo życie wymusi na ludziach zdjęcie z budynków takich materiałów jak eternit, ale to potrwa 30-40 lat.

Azbest w paragrafach


Tadeusz Szczapa sam mieszka w domu, w którego dachu jest azbest
(fot. A. Wołosz)

Obowiązujące od czterech lat rozporządzenie ministra gospodarki dotyczące sposobów bezpiecznego użytkowania oraz warunków usuwania wyrobów zawierających azbest nakłada na właścicieli i zarządców budynków z azbestem obowiązki składania różnych informacji do nadzoru budowlanego. Nadzór ma jednak ograniczone możliwości egzekwowania prawa. W inspektoracie "obsługującym" prawie 60-tysięczne miasto pracują bowiem dwie osoby. Ostatnio powiatowy inspektor w Ostrołęce przypominał różnym instytucjom o obowiązku zinwentaryzowania i oceny stanu elementów azbestowych. Jedni odpowiedzieli, inni nie. Należałoby wyciągnąć konsekwencje wobec opornych, ale pracy, typowych czynności inspekcyjnych, ścigania samowoli budowlanych jest tyle, że azbest pozostaje na dalszym planie. Tadeusz Szczapa daje do zrozumienia, że prawo dotyczące ochrony ludzi przed szkodliwym działaniem azbestu jest martwe.
- W Polsce jest tylko kilka składowisk odpadów zawierających azbest. Firm zajmujących się transportem takich odpadów jeszcze mniej - mówi Szczapa. - Teoretycznie każdy kto zdejmie eternit czy z domu, czy z chlewiku, powinien wytransportować zabezpieczone odpady na specjalistyczne składowisko. Ale gdzie? Do Zgierza, Bełchatowa czy Makowa Podhalańskiego? Takie składowisko powinno być przecież w Ostrołęce. Ja oczywiście mogę karać ludzi, ale co to da? Żeby skutecznie się pozbyć azbestowych odpadów trzeba ludziom stworzyć ku temu warunki, a nie pod groźbą kary kazać im wozić odpady po pięćset kilometrów.
Choć od kilku lat obowiązują w Polsce akty prawne zakazujące stosowania azbestu i regulujące normy postępowania z już istniejącymi odpadami azbestowymi, to zdaniem specjalistów są one najwyżej dowodem na magiczne myślenie prawodawców ("mamy problem, to wydamy rozporządzenie") niż narzędziem rozwiązującym problem.
- Po prostu na takie sprawy jak zdejmowanie eternitu przymyka się oko - usłyszeliśmy w jednym z samorządów w naszym regionie. - Miałbym straszne wyrzuty sumienia gdybym kazał rolnikowi, który nie ma na podręczniki dla dzieci, wywozić stary eternit po cenach 1700 złotych za tonę, bo tyle biorą wyspecjalizowane firmy.
Tyle o martwym prawie. Z drugiej strony dziwne też wydaje się myślenie, że azbestu lepiej nie ruszać, wtedy nie jest groźny. To tylko pół prawdy. Na blokach wciąż leżą płyty ocieplające zawierające azbest, na wielu dachach leży goły, niemalowany eternit. W polskim klimacie, w którym roczne różnice temperatur sięgają 60 stopni, padają deszcze i śniegi, takie materiały w naturalny sposób ulegają wietrzeniu i się wykruszają. Czego więc nie ruszy człowiek, ruszy przyroda. Czy tego chcemy, czy nie chcemy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Specjalnie dla Was

Wideo