Wielka draka w seulskiej dzielnicy

Wielka draka w seulskiej dzielnicy

Piotr WOŁOSIK, Seul

Tygodnik Ostrołęcki

Aktualizacja:

Tygodnik Ostrołęcki

Dość szybko, po przegranym półfinale z Niemcami ulice Seulu wyludniły się. Dwumilionowa rzesza kibiców, która oglądała na telebimach porażkę gospodarzy mistrzostw w miarę spokojnie przyjęła do świadomości fakt, że o Puchar Świata zagra kto inny. I nic dziwnego, przecież Koreańczycy są spokojnymi ludźmi. A jednak...
Było grubo po drugiej w nocy, gdy w towarzystwie dwóch kolegów opuszczaliśmy biuro prasowe. Postanowiliśmy sprawdzić jak i czy w ogóle mieszkańcy stolicy przeżywają przegrany półfinał. Ruszyliśmy więc na ulice tego gigantycznego miasta.
Pierwszy obrazek był nawet poruszający. Kilkaset metrów obok stadionu koreański kibic zanosząc się płaczem, zrozpaczony leżał na chodniku. Próbowała go pocieszać jego towarzyszka, ale słabo jej szło, bo facet ryczał coraz głośniej i za nic nie chciał się podnieść.
To jednak nic w porównaniu z przygodą, która spotkała nas nieco później. Wdepnęliśmy do małej knajpki, by coś przegryźć i wypić. W lokalu (niezbyt wysokiej klasy) gościło kilka osób. Zajadając kurczaka, dyskutowaliśmy o meczu. Nagle, ni z tego ni z owego w knajpie wybuchła potężna awantura. Za naszymi plecami kilku ?reprezentantów" Korei (kibice w koszulkach z nazwiskami piłkarzy ? Hwang i Hong) oraz ich koledzy maltretowali trochę starszego od siebie mężczyznę. Pół biedy, bo rzecz działa się kilka metrów od naszego stolika, ale sprawy zaczęły przybierać niebezpieczny obrót, gdy kłębiący się wojownicy z impetem zaczęli toczyć się w naszym kierunku.
Droga do drzwi została przez walczących odcięta, jedynym wyjściem było skrycie się za barem, skąd właściciel lokalu już dzwonił po policję. Osamotniony mężczyzna miał niewielkie szanse na zwycięskie wyjście z pojedynku, ale z rozbitą głową walczył zawzięcie. Najwięcej kłopotów miał z podrabianym ?Hwangiem", co akurat nie mogło zaskoczyć, bo prawdziwy Hwang jest niezłym napastnikiem. Szybko okazało się, że ucieczka za bar była dobrym pomysłem. Nasz stolik został przewrócony, do góry poleciały kości z kurczaków, a ten gość wciąż nie dawał za wygraną... Gdy zabrakło mu argumentów przyłożył jednemu z kibiców szklanym kloszem w głowę, drugi omal nie oberwał od niego glinianą popielniczką (wylądowała nad nami), w końcu na chwilę zapanował spokój. Zajście próbował załagodzić właściciel przybytku, lecz tylko napytał sobie biedy, bo zarobił donicą w głowę. Przyjazd policji położył kres bójce i... naszej wyprawie, bo po takiej dawce emocji wypadało pójść do hotelu. ?Wielka draka w seulskiej dzielnicy" była pierwszym incydentem, który po ponad miesiącu pobytu zobaczyłem w Kraju Porannego Spokoju.
Hiddink 2007?
Gospodarzom pozostał mecz o trzecie miejsce. Niezależnie, czy podopieczni trenera Guusa Hiddinka wygrają go czy nie ? pozostanie po szkoleniowcu wielki płacz. Wraca on do rodzinnej Holandii, gdzie obejmie posadę PSV Eindhoven. Aż trudno w to uwierzyć, że Koreańczycy i miejscowe media nadal wierzą, iż Hiddink w przyszłości zostanie ich prezydentem. Holender musiałby jeszcze mieszkać przez 4 lata w Korei, by otrzymać obywatelstwo (w tej chwili ma jedynie honorowe). Media ogłosiły, że Hiddink wygra prezydenckie wybory, które odbędą się w 2007 roku.
Póki co, holenderskie firmy liczą zyski, które przyniosła ogromna popularność ich rodaka w Korei. Browar Heineken w trakcie mistrzostw sprzedał Koreańczykom 15 procent więcej piwa, niż miało to miejsce przed mundialem. Wielka, holenderska firma ubezpieczeniowa wykupiła w trzech, największych dziennikach całokolumnowe ogłoszenia. Holendrzy awansowali na trzecie miejsce wśród największych inwestorów w Korei (10,6 miliarda dolarów rocznie, najwięcej inwestują Amerykanie, po nich Japończycy).
Na finałowy mecz do Jokohamy wybierze się z małżonką prezydent Korei ? Kim Dae-Jung. We wtorek oglądał czwarty mecz swoich rodaków. Zabrakło go tylko na spotkaniach Korea ? USA i Korea ? Włochy. Wkrótce prezydent wybierze się do Holandii z podziękowaniami za to, że Hiddink uczynił Koreę sławną na cały świat. Nie jest wykluczone, że przed prezydentem zjawią się w Holandii pierwsi Koreańczycy, którzy wykupili wycieczkę ?Śladami Guusa Hiddinka". Pierwszym punktem niezbyt taniej wyprawy jest obejrzenie domu, w którym wychował się Hiddink, a później odwiedzenie miejsc związanych z jego karierą piłkarską i szkoleniową. ?Powodzenia ? życzy Królewska Ambasada Holandii" ? głosi wielki napis na drapaczu chmur w centrum Seulu. Transparent zdobią flagi holenderska i koreańska. Jak współpraca to współpraca.
Wybaczyć królowi
Półfinałowa porażka Koreańczyków w uczciwej walce ostudziła nieco atmosferę wokół mistrzostw, którą zaogniły oszukańskie werdykty na korzyść współgospodarzy mistrzostw. ?Król futbolu" ? Pele nie zauważył jednak niczego zdrożnego w prowadzeniu mistrzowskich meczów, tłumaczył sędziów i przyznał, że doszło do niezawinionych, ludzkich błędów. Jakiejkolwiek stronniczości nie dostrzegł. Trzeba mu jednak wybaczyć. Po pierwsze to król, a po drugie Brazylijczyk bardziej zajęty jest promowaniem pewnej karty kredytowej, niż oglądaniem mundialu. ?Go Korea!" ? zachęcał Pele w telewizyjnych reklamach ekipę gospodarzy.
Koreańscy piłkarze zarobili po 230 tysięcy dolarów (nie licząc premii za trzecią lokatę), a swoim rodakom zafundowali jeden dzień wolny pracy w roku. Ustanowiono, że takim dniem będzie 1 lipca ? święto koreańskiego futbolu. Oczywiście bardziej, niż piłkarzy docenia się Hiddinka. Nie chce on komentować zamieszania wokół niego. Cieszy się, że jest jednym z sześciu trenerów, którzy doprowadzili dwukrotnie swój zespół do półfinału. W 1998 roku Hiddink uczynił to z Holandią, a osiągnięcie powtórzył z Koreańczykami.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Specjalnie dla Was

Wideo