Ballack pogrążył ?Dumę Azji"

Ballack pogrążył ?Dumę Azji"

Piotr WOŁOSIK, Seul

Tygodnik Ostrołęcki

Aktualizacja:

Tygodnik Ostrołęcki

Piłkarska reprezentacja Niemiec została pierwszym finalistą mistrzostw świata w Korei i Japonii. Wczoraj, w półfinale Niemcy pokonali 1:0 (0:0) w Seulu współgospodarzy ? Koreańczyków i w najbliższą niedzielę po raz czwarty w historii staną przed szansą wywalczenia Pucharu Świata. Kto będzie ich przeciwnikiem, dowiemy się po dzisiejszym, japońskim półfinale w Saitamie, gdzie czterokrotni mistrzowie Mundiali ? Brazylijczycy zmierzą się z Turcją.
Napastnik reprezentacji Niemiec ? Michael Ballack został wczoraj najszczęśliwszym i... z pewnością najsmutniejszym graczem spotkania. W 75 minucie, po dośrodkowaniu Olivera Neuvilla, Ballack strzelił najpierw wprost w bramkarza Korei, ale szybciutko poprawił się skuteczną dobitką (piłka leciała do siatki z prędkością 110 km na godzinę). Na 5 minut przed końcem pojedynku Ballack otrzymał żółtą kartkę eliminującą go z gry w finale. Zawodnik Bayeru Leverkusen, który w nowym sezonie założy koszulkę Bayernu Monachium wprowadził Niemców do półfinału zdobywając zwycięską bramkę z USA.
Cała Korea liczyła, że uda się podopiecznym trenera Guusa Hiddinka wywalczyć pierwszy finał, który zapewne byłby ostatnim. ? Nie ma co się oszukiwać. Taka okazji już się więcej może nie powtórzyć ? mówił przed meczem Hiddink.
Meksykański dziennikarz radował się, gdy Ballack zdobył gola. ? Nie, nie lubię Niemców, ale pan Bóg jest sprawiedliwy. Koreańczycy musieli ponieść karę za to, że sędzia wciągnął ich do półfinału oszukując ordynarnie Hiszpanów ? stwierdził. To prawda. Wczoraj obyło się bez egzotycznych arbitrów, a szwajcarski sędzia ? Urs Meier pokazał, co znaczy fachowe i przede wszystkim uczciwe sędziowanie. Chyba po raz pierwszy w mistrzostwach koreańska widownia wyła na arbitra, gdy ten przyznawał sporne piłki Niemcom, a nie Korei, co w poprzednich pojedynkach z Włochami i Hiszpanami działo się nagminnie. Scenariusz wczorajszego półfinału był niezwykle łatwy do przewidzenia. Koreańczycy nieco chaotycznie atakowali, zaś niemiecki zespół grał inteligentny, statyczny i... tradycyjnie pozabawiony jakiegokolwiek polotu futbol.
Histeryczna publiczność
W 7 minucie golkiper Niemiec ? Oliver Kahn z trudem odbił ręką piłkę po strzale Lee Chun-Soo. Nieco później, niemieckiego bramkarza próbował zaskoczyć Park Ji-Sung. Fani na trybunach seulskiego stadionu szaleli, rozgrzani kilkoma akcjami ulubieńców. Koreańczycy zakochali się w futbolu, ale sęk w tym, że niezbyt go rozumieją. Niemcy spokojnie przyjmowali na swojej połowie przeciwników i dość łatwo rozszyfrowywali ich zamiary, rozbijając próby ataku. Publika reagowała histerycznie, sądząc, że Niemcy są niezwykle słabi. Ale to złudzenie wcale im nie przeszkadzało. Na trybunach wywiesili transparent: ?Non stop atakujcie. Pokonajcie Niemców!".
Bardzo słabo zaprezentował się wczoraj niemiecki napastnik z polskim rodowodem ? Miroslav Klose. W 69 minucie zmienił go Oliver Bierhoff. Na murawie ?Miro" wykonał najlepiej niemiecki hymn, odśpiewany z werwą, natomiast jego akcje nie mogły wzbudzić niepokoju wśród Koreańczyków. Klose wyróżnił się także po meczu, gdy w pośpiechu ostatni opuszczał strefę mieszaną. Został wylosowany do kontroli antydopingowej. Koledzy musieli na niego poczekać w autokarze.
Minutę po tym, gdy boisko opuścił Klose piękną, indywidualną akcją popisał się Lee Chun-Soo. Niemcy przerwali ją faulem, ale dopiero tuż przed linią pola karnego. Rzut wolny poszkodowany wykonał beznadziejnie trafiając w mur. Trochę zamieszania na boisku wprowadził Ahn Jung-Hwan, lecz i on nic nie wskórał. Kontuzja kostki Ahna sprawiła, że Hiddink posłał go do boju w 54 minucie. Napastnik włoskiej Perugii zmienił Hwang Sun-Honga. Niby nic ciekawego, ale Hwang pamięta doskonale występ przeciwko Niemcom w mistrzostwach świata w USA (1994). W przegranym spotkaniu (2:3) strzelił bramkę, podobnie jak Hong Myung-Bo, który w tamtym meczu również zdobył gola. Wczoraj biegał po boisku z kapitańską opaską. By uzupełnić ten koncert wspomnień dodajmy, że bramkarz Korei ? Lee Woon-Jae lepiej spisał się w meczu przeciwko Niemcom przed ośmiu laty. Wszedł na plac gry w drugiej części i nie puścił bramki, co zdarzyło mu się wczoraj wieczorem.
Skończony sen Korei
Obecny trener Niemców ? Rudi Voeller podczas tamtego pojedynku, jeszcze jako czynny piłkarz siedział na ławce rezerwowych. Voeller przed wczorajszym spotkaniem czule przywitał się z Cha Kum-Bum. Dziś jest komentatorem telewizji koreańskiej, a w przeszłości grał w Bayerze Leverkusen, gdzie kończył karierę Voeller.
Z fety, którą przygotowali na wczoraj koreańscy fani nic nie wyszło. Ostatnia szansę na jej uratowanie miał w 90 minucie Park Ji-Sung, lecz fatalnie przestrzelił tuż zza pola karnego. I tak skończył się piękny sen Korei. Kibicujący na stadionie podziękowali gorącymi brawami koreańskiej ekipie, która niemal przez miesiąc przyniosła im mnóstwo wrażeń (choć, pamiętajmy, że ich sporą część zafundowali sędziowie). Dwa miliony fanów ?Tae Han Min Kuk" (oryginalna nazwa Korei) spokojnie rozeszło się po seulskich ulicach. W całym kraju wyległo na ulice 7 milionów ludzi! Teraz nie potrzeba już im ani wiz, ani biletów, by obejrzeć finał w Japonii, bo mecz o trzecią lokatę odbędzie się w sobotę, w Daegu.
Linie lotnicze ?Asiana" przed półfinałem ogłosiły, że zafundują trzy czarterowe samoloty, które bezpłatnie przewiozłyby kilkuset koreańskich kibiców na finał do Jokohamy. Sprzeciw wyraził sponsor mistrzostw ? ?Korean Air". Ale strzał Ballacka ?pogodził" obie firmy.
Niemcy udowodnili, że nawet, kiedy są słabi trzeba ? powiedzmy ? z przyzwyczajenia zaliczyć ich do faworytów.- Ale tym razem chyba nasi kibice także zwątpili w sens przyjazdu do Japonii i Korei. Nie chodzi nawet o pieniądze, a o zwykły brak wiary. W końcu udział w mundialu zapewnili chłopcy Voellera dopiero po barażach z Ukrainą ? wyjaśniał niemiecki dziennikarz.
Fajerwerkami, stadion w Seulu pożegnał uczestników ostatniego spektaklu mistrzostw na tym obiekcie. To właśnie tu sensacyjnie rozpoczął się mundial od wygranej Senegalu nad mistrzami świata ? Francuzami. Wczoraj niespodzianki nie było, a i fajerwerki w powietrzu były znacznie bardziej efektowne od tych na boisku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Specjalnie dla Was

Wideo