Jesteś tu: Strona główna Archiwum Artykuł

Duch Święty się cieszy

Dodano: 12 lutego 2011, 11:02

Znaleźli sens życia w kościelnej wspólnocie. Raz w roku mają swoje wielkie święto

Rozśpiewana hala im. Gołasia przy ostrołęckim liceum wypełniona po brzegi. Charyzmatykami „Odnowy w Duchu Świętym” i sympatykami ruchu. Na powitanie śpiewają… A Norbert Dawidczyk, pierwszy lider wspólnoty „Wypłyń na głębię” z parafii Zbawiciela Świata, która jest organizatorem VIII Ostrołęckiego Spotkania Charyzmatycznego, nawołuje przez mikrofon: Uściskajmy się z życzeniami radości Ducha Świętego. Życzmy sobie, by napełnił nasze serca pokojem, i byśmy mieli głębokie przeżycia i postanowienia po tym spotkaniu.

I tłum wokół rzuca się sobie w ramiona. Znacznie bardziej spontanicznie niż przy wigilijnym opłatku.

– Niech Duch Święty na ciebie spłynie – obejmuje mnie jakaś starsza kobieta. Zaskoczona, nie znajduję stosownych słów. Coś tam już wybąkałam, gdy po chwili otoczyła mnie ramionami dobra znajoma. Outsiderowi, jak ja, niełatwo odnaleźć się w emocjonalnym i intelektualnym klimacie spotkania. Choć był to klimat przyjazny człowiekowi.

Po oficjalnych powitaniach, pod kierunkiem zespołu muzycznego „Mocni w Duchu” z Łodzi następuje uwielbienie tańcem, czyli modlitwa całym ciałem w prostych, symbolicznych gestach i słowach, pełnych radości, ufności, miłości, wierności, nadziei. Czyli tego, czego wszyscy potrzebujemy. Ramiona otwierają się w otwarciu na Boga, dłonie splatają się w bliskości dla drugiego człowieka, nogi w pląsach i ręce w oklaskach same idą w ruch, gdy „Mocni w duchu” wraz z całą salą intonują „Śpiewajmy Panu naszemu, śpiewajmy, bo on jest panem naszych serc”. Tak, w najbardziej pierwotnej, ludycznej formie wyrażają najważniejsze, najpiękniejsze emocje.

Ładują akumulatory

Z uczestnikami spotkania rozmawiamy o tym, co czerpią z Ducha Świętego. I z siebie nawzajem przede wszystkim.

W pobliżu wejścia do hali spotykam mężczyznę na wózku inwalidzkim, zasłuchanego w mówiącego o rodzinie z wielką swadą Jacka Pulikowskiego. Wykład prawdziwie charyzmatyczny, porywający tłum populistyczną anegdotą i humorem prawie kabaretowym, ale przecież traktujący o sprawach najważniejszych: fundamentach i relacji rodzinnych. To główny temat tegorocznego spotkania charyzmatycznego.

– Nie jestem z Odnowy. Należymy z żoną do ruchu „Światło-Życie. Kościół Domowy”. Sympatyzujemy z Odnową, bo wszyscy tworzymy jeden Kościół. To jest mityng wielu osób, które podobnie myślą, wyznają podobne wartości, mają zbliżone spostrzeganie świata. To ogromnie ważne dla umocnienia w wierze, w sensie życia. Jest tak dużo ciepła tutaj, życzliwości, wzajemnego szacunku, wewnętrznej radości. My z żoną także szukaliśmy takiej życzliwej wspólnoty, która buduje wewnętrzny spokój i pokój. Znaleźliśmy ją w Domowym Kościele, który jednoczy małżeństwa. Jest nas w Ostrołęce około 160 osób. Odnowa w tym roku zorganizowała spotkanie bardzo bliskie tematycznie naszemu Domowemu Kościołowi – mówi Mirosław Deptuła, chory na poprzeczne zapalenie rdzenia kręgowego. Przed chwilą żona trzymała go ciepło za rękę, podczas uwielbienia w tańcu. On tańczyć nie może.

W przerwie między konferencjami dostrzegam Krystynę Psarską–Majkowską, lekarza pediatrę, wnuczkę doktora Józefa Psarskiego:

– Po raz pierwszy na rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym w mojej parafii Św. Antoniego trafiłam w 2000 roku. Od tamtego czasu jestem związana z tym ruchem, choć formalnie nie przynależę. Ale często uczestniczę w ich mszach wieczornych, bo są bardzo spontaniczne, bardzo wiążą wiernych. Pod wpływem tych spotkań uczę się inaczej obcować z Biblią. Głębiej rozumieć Słowo Boże. Na spotkaniu charyzmatyków jestem pierwszy raz. Bardzo piękny był wykład Jacka Pulikowskiego. Z tego spotkania chciałabym jak najwięcej przekazać swoim dzieciom. Najmłodszy syn jest w tej chwili w Łomży na spotkaniu Kościoła Domowego. Wzbogacam się tutaj, nabieram dystansu do życia, ładuję akumulatory – mówi lekarz, która całe życie poświęciła pracy z rodziną, jako kierownik ostrołęckiej poradni matki i dziecka.

Po porywającym salę świadectwie rodziny Urszuli i Tomasza Berentów z Warszawy, którzy – wedle ich relacji – zrezygnowali z wielkich karier biznesowo–naukowych, pieniędzy, profitów, na rzecz pięciu obecnych na spotkaniu córek i szóstego dziecka w drodze, nie udało mi się znaleźć nikogo ze zdystansowaną refleksją wobec takiego modelu życia. Wszyscy byli zachwyceni wielodzietną rodziną, uciekającą od merkantylnego świata w poszukiwanie głębi.

Dostaję skrzydeł

W samo południe rozlega się „Anioł Pański”. Cześć charyzmatyków obdarzona jest darem modlitwy w niezidentyfikowanych językach, sięgających podobno hebrajskich źródłosłowów.

– To są jednorazowe akty językowe. Niepowtarzalne. To jest coś, co napływa nam do głowy, co potrzebuje ujścia w takiej niecodziennej formie – tłumaczy mi jeden z charyzmatyków, po tym, jak przez halę przetacza się melodyjna mantra niezrozumiałych dźwięków splatana z polskojęzyczną modlitwą, zakończona uniwersalnym, chrześcijańskim Amen. Ksiądz stojący obok odsuwa się lekko, wyrzucając z siebie niezrozumiałe słowa. Nieopodal na wózku inwalidzkim młoda dziewczyna. Koleżanka obok niej także modli się we własnym języku.

– Takie spotkanie motywuje mnie do przeżycia na cały rok. Daje siłę do pokonywania problemów. Do pomagania innym, podtrzymywania na duchu. Źródłem siły jest pełne wiary słowo – mówi chwilę potem Ula Żero. Jest sympatykiem Odnowy, wózek nie pozwala uczestniczyć w odległej o kilometry najbliższej wspólnocie. – Uczestniczę kiedy mogę. Po każdym spotkaniu jestem umocniona w przekonaniu, że też jestem do czegoś, mimo niesprawności, w życiu potrzebna. Dla mnie wiara jest po prostu fundamentem życia. Po modlitwie, po sakramencie komunii nabieram odwagi, dostaję skrzydeł do życia – zapewnia filigranowa blondynka, od urodzenia cierpiąca na polineuropatię, zanik nerwów.

– Ula jest naszym światełkiem, naszą radością – mówi Kasia Puchacz, podając troskliwie przyjaciółce kubek z kawą.

Kasia od siedmiu lat współuczestniczy we wspólnocie Odnowy.

– Na szóstym roku studiów dostałam zaproszenie na rekolekcje ewangelizacyjne do Ciechanowca, niedaleko od mojej rodzinnej wsi. Nie miałam wtedy kontaktu z Odnową. Ale powstała wspólnota w Ciechanowcu i koleżanki z rekolekcji mnie zachęciły. Po roku zostałam animatorem śpiewu.

Czego w człowieku potrzeba, by poddać się Duchowi Świętemu? – pytam młode kobiety.

– Otwartości, wolnej woli. I wiary przede wszystkim. Nie, najpierw wiary bezwarunkowej, potem reszty – poprawia się Kasia. – Kwitniesz Alu, pięknie wyglądasz – rzuca z życzliwym uśmiechem do mijającej nas atrakcyjnej brunetki.

– Jak się kocha Jezusa to się kwitnie – odpowiada roześmiana kobieta.

Kasia próbuje także powiedzieć o darach, którymi obdarzani są charyzmatycy. Nikt właściwie nie potrafi mi wytłumaczyć na czym łaska darów polega.

– Pan Bóg ma wobec każdego człowieka plan. Widzi, do czego on się nadaje, czym może obdzielić innych. Wzmacnia w nim to. I to jest dar – mówić najprościej Katarzyna Puchacz. – To, co z siebie dajemy innym ludziom. Ja mam na przykład dar śpiewu. Dar poznania – odpowiadam za prowadzenie grupy. Posiadam także dar języków.

Każdy z nas ma dary, którymi może i powinien dzielić się z innymi.

Nauka pokory

– W pewnym momencie mego życia poczułam wielką potrzebę zmiany, jakby natchnienie. Tęsknotę wręcz do rozwoju, do czegoś więcej niż codzienne sprawy, niż nawet tradycyjne obcowanie z Kościołem – mówi Nina Jankowska, radiotechnik z ostrołęckiego szpitala. – Znajoma osoba zaprosiła mnie wówczas na rekolekcje ewangelizacyjne. Zbiegło się to z bardzo trudną sytuacją w moim życiu rodzinnym. Rekolekcyjne spotkania dodały mi siły. I od tamtej chwili staram się rozwijać tę siłę i wiarę, której zresztą zawsze byłam blisko. Rekolekcje, potem obcowanie ze wspólnotą Odnowy wyzwoliły we mnie pokorę. Powierzyłam się bożej miłości i mądrości. Pokora jest podstawą do rozwoju duchowego. Mam wrażenie, że z pomocą boską łatwiej mi zaczęło być, choćby utrzymać syna na studiach – bo dostałam dodatkowe zatrudnienia.

Pierwsze Spotkanie Charyzmatyczne Odnowy w Duchu Świętym odbyło się osiem lat temu w SP nr 10. Było około 600 osób. Już na drugie spotkanie szkoła okazała się za mała. Ostrołęcki ruch mocno stoi w diecezji łomżyńskiej.

– Odnowienie duchowe jest potrzebne każdemu. Każdy człowiek powinien dążyć do zmiany, do rozwoju. Nie dreptać w miejscu. Nie tkwić w zastoju życiowym, emocjonalnym, umysłowym. Powinien dążyć do tego, by być mądrzejszym człowiekiem, lepszym ojcem, lepszym pracownikiem, lepszym przyjacielem. Być lepszym – po prostu. To nasz cel – mówi Norbert Dawidczyk, jeden z liderów ostrołęckiej Odnowy. – Bo być lepszym, to być bliżej Boga. W dodatku Odnowa daje nam szanse bycia we wspólnocie, czego większość ludzi potrzebuje. Spotykamy się w grupach kilkudziesięcioosobowych, które bardzo się zżywają. Ludzie stają się sobie bardzo bliscy, bezinteresownie się wspierają.

On sam realizuje się przede wszystkim od dziesięciu lat w małżeństwie.

– Jest to wartość dla mnie najwyższa, z trójką dzieci – ośmioletnim Frankiem, sześcioletnią Marysią i półtoraroczną Basią. Najważniejszym momentem w ciągu dnia jest dla mnie powrót z pracy do domu – mówi Norbert Dawidzczyk.

Dar rodziny podkreślają inni.

– Jestem od lat z ruchem Odnowy i od pierwszego spotkania z OSCh. – mówi Jarek Jankowski z Zambrowa, wiceprzewodniczący Rady Ruchów i Stowarzyszeń Diecezji Łomżyńskiej. – Jestem nauczycielem i wychowawcą, ale przede wszystkim najszczęśliwszym mężem i ojcem trójki dzieci. Bo człowiek potrzebuje dopełnienia. Rodzina chroni przed wewnętrzną pustką. Ja codziennie wieczorem całuję każde dziecko w czoło, rozmawiamy przed ich snem. Bez tego bym nie istniał. Bez tej miłości nie ma nic. Tak jak nie ma nic bez Kościoła.

– Co jest wartością nadrzędną? – zastanawia się Jarek. – To, że nie jesteśmy sami. Nikt nie mówi, ze jesteśmy wolni od błędów, od ścieżek pokrętnych, od ślepych zaułków. Ale chodzi o to, żeby wiedzieć, że ma się do kogo wrócić.

Istotą jest słowo

– Ruch odnowy wyrósł daleko od Polski, w USA, w Indiach – do nas przywędrował dziesiątki lat temu. Rozkwitł w ostatnim dwudziestoleciu. Jeżeli ktoś chce czegoś doświadczać inaczej, a wielu mówi, że głębiej, szuka takiej wspólnoty – mówi ks. Robert Sulich, opiekun ostrołęckich charyzmatyków z grupy „Wypłyń na głębię”. – Bo razem łatwiej. Oczywiście nie jest to jedyne miejsce, gdzie można doświadczać Boga. Bo przecież działanie Ducha Świętego jest niezależnie od przynależności do tej wspólnoty. Ale w tym ruchu charakterystyczne jest to, że człowiek traktowany jest ze swymi problemami, potrzebami, możliwościami całościowo – od ciała począwszy, przez emocje, do intelektu. Jest to też na pewno bardziej spontaniczna forma obcowania z Bogiem niż w liturgii kościelnej, choć trzymamy się także wielu uporządkowanych elementów, które organizują spotkania wspólnoty, prowadzone przez różnych jej członków. Najistotniejsze dla nas jest Słowo, czyli Pismo Święte.


W rejonie Ostrołęki działa pięć wspólnot Odnowy. Na wspólnotowe spotkania przy parafii Zbawiciela Świata przychodzi około 100 osób. Co to za ludzie? Najróżniejsi. Młodzi, starzy, różnie wykształceni. Przeważają kobiety. I jednak zaawansowana średnia wieku, choć młodych twarzy w hali też było sporo.

– Ludzie szukają wspólnoty w dwóch momentach: albo jest im bardzo trudno, albo odczuwają brak czegoś istotnego. Czasami wskutek przypadku odnajdują we wspólnocie pole do życiowej aktywności – mówi ks. Robert.


– Moja życiowa przygoda z Odnową w Duchu Świętym rozpoczęła się trzynaście lat temu – wspomina Anna Bubrzycka, liderka wspólnoty „Wypłyń na głębię”. – Wcześniej nigdy nie miałam kłopotów z wiarą w Pana Boga, jednak przez długie lata nie zastanawiałam się głębiej nad jej istotą. Chodziłam co niedzielę do kościoła, ale w codziennym życiu nie miałam potrzeby kontaktu z Panem Bogiem. Kościół wydawał mi się instytucją smutną i taką, na którą nie mam wpływu. A ja szukałam Kościoła żywego i radosnego. Znalazłam go w Odnowie w Duchu Świętym. Przypadkiem w kościele pośród innych ogłoszeń parafialnych usłyszałam to o rozpoczynających się rekolekcjach ewangelizacyjnych. Z dużymi obawami zapisałam się na nie, ale teraz wiem, że była to jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu. Od tamtej pory żyję inaczej: bardziej świadomie, radośniej i z przekonaniem, że życie ma sens, bo Jezus Chrystus jest moim Panem. Poznałam smak modlitwy i doceniłam rolę wspólnoty. Co to jest prawdziwa wspólnota, widać znakomicie, kiedy organizuje
my OSCh. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak dużym i bezinteresownym zaangażowaniem tak różnych ludzi. Kościół jest teraz moim Kościołem, a ja czuję się za niego odpowiedzialna, tak jak za rodzinę.

Taką rodzinną atmosferą emanowało całe spotkanie. Zgodnie z jego przesłaniem. I chyba z wewnętrzną potrzebą zgromadzonych na nim ludzi.

Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X

Bałagan przy fabryce

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
  • Wczesna rezerwacja= tańszy hotel. Rezerwuj teraz na Accorhotels.com!

alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 29-764-22-82

Napisz maila:

Serwisy tematyczne

Serwisy społecznościowe

to.com.pl jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.to.com.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.